czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział 4. "Czy wierzysz w Boga?"

Rozdział 4.

Gwałtownie zerwałam się. Rozejrzałam się i zauważyłam, że znajduję się w jasnym pokoju. To tylko sen. To był tylko sen. Odetchnęłam z ulgą. Pot spływał mi po czole. Chciałam  go wytrzeć, jednak dłoń miałam unieruchomioną i zabandażowaną. Ale przynajmniej ból minął. Opadłam z powrotem na miękkie poduszki. Próbowałam przypomnieć sobie cały koszmar. W sumie, tego makabrycznego widoku nie sposób zapomnieć. Wciąż widziałam, jak żywe, swoje skrzydła. I krwisty napis. Niesamowicie mnie intrygował a równocześnie niesamowicie przerażał. Nie wiedziałam, co oznaczał. Jego wspomnienie przyprawiało mnie o dreszcze. Zamyślona, zapatrzona w sufit, nie usłyszałam cichego skrzypienia otwieranych drzwi. Lekko podskoczyłam wystraszona, gdy znienacka ujrzałam dwoje dużych, niebieskich ślepi przyglądających mi się. Czy to… dziecko? Nieświadomie przechyliłam głowę w prawo i zmrużyłam oczy zdziwiona. Było tak niskie, że widziałam jedynie jego głowę. Chłopiec spoglądał sponad ramy łóżka.  W końcu wyszczerzył się radośnie.
- Cześć! – zawołał radośnie. – Jestem Mike. A ty kim jesteś? Wiem, że tatuś cię tu przyprowadził. Ale dlaczego? – zaczął niecierpliwie podskakiwać w miejscu oczekując odpowiedzi.
- Witaj. Mam na imię Cassandra. – oznajmiłam nieco zbyt oficjalnie. Nie wiedziałam, jak powinnam się zachować. Mały zdawał się sympatyczny, ale jednak był obcy. Uśmiechnęłam się blado, mając nadzieję, że nie wygląda to krzywo i sztucznie. Chyba jednak się nie udało. Chłopczyk zrobił minę, jakby wyrosły mi skrzyd… nietrafne porównanie. W każdym razie, na pewno nie zachęciłam go do siebie. Z opresji wyrwał mnie Robb, który właśnie wpadł do pomieszczenia ze ściągniętymi brwiami.
- Mikealu! Prosiłem cię, żebyś nie wtykał swojego nosa jeszcze tu – oznajmił gniewnie. Chłopiec nagle niezmiernie zainteresował się swoimi stopami, uparcie się w nie wpatrując. Mężczyzna podszedł do niego i rozmierzwił mu włosy pobłażliwie. Mały rozpromienił się, widząc, że tata nie jest zły. – Podejrzewam, że zdążyłaś poznać mojego jedynego syna? Wybacz, prosiłem go, żeby tu nie wchodził. Potrzebujesz odpoczynku. Ale wiesz, jak to jest z dziećmi!
Właściwie nie wiem. Dotąd nie miałam styczności z żadnym dzieckiem, z żadnym dorosłym, z żadnym człowiekiem. Absurd tej sytuacji nagle we mnie uderzył. Przetarłam oczy zdrową dłonią. Znajdowałam się na Ziemi, w obcym domu. Nie miałam gdzie się podziać, co zrobić. Nie mogę zostać tu na zawsze. Czy w ogóle wrócę kiedyś do domu? Znów poczułam się frustrująco bezsilna. Musiałam mieć dziwną minę, gdyż Robb wyraźnie się zmartwił.
 - Wszystko w porządku? Znowu nawracają bóle? – spytał, po czym uklęknął przy łóżku.
- Nie, ja… po prostu nic nie pamiętam odkąd mnie pan…
- Robb – automatycznie mnie poprawił.
- Odkąd mnie znalazłeś, Robb. Jestem strasznie zagubiona i… - głos załamywał mi się. Zamrugałam szybko. Nie chciałam płakać. Mężczyzna szepnął coś na ucho syna, a ten z zawiedzioną miną wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi.
- Spokojnie. Opowiedz mi wszystko – powiedział szatyn, usiadłszy na brzegu materaca. Wzięłam parę głębszych oddechów, a on cierpliwie czekał. Zastanawiałam się, jak sensownie przedstawić mu moją historię bez wnikania w drażliwe szczegóły.
- Właściwie nie ma dużo do opowiadania. Obudził mnie przeraźliwy ból w każdej komórce mojego ciała. Nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje. Nie wiedziałam, gdzie jestem i co tam robię. Po prostu tam się znalazłam. Pewnie gdyby nie ty, zostałabym tam do końca.
- Przestań, nie mów tak – uciął mi skrzywiony. – Każdy na moim miejscu zachowałby się tak samo.
Nieprawda. Kłamstwo. Dobrze wiem, jacy są ludzie. Może właśnie ty jesteś wyjątkiem, ale reszta? Gwałt, morderstwa, wojny. To się nie dzieje samo.
- Ale to ty mnie przygarnąłeś – uśmiechnęłam się ciepło, ukrywając targające mną emocje. – Jestem dozgonnie wdzięczna za pomoc. I przepraszam za kłopot – otworzył usta, żeby zaprzeczyć, ale byłam szybsza. – Teraz muszę już iść – podniosłam się na łokciach i usiadłam. Robb patrzył na mnie zszokowany. Wysunęłam się z pościeli i po raz pierwszy dotknęłam stopą podłoża. Mężczyzna szybko wstał i podszedł do mnie.
- Jesteś jeszcze za słaba na spacery. Musisz leżeć – powiedział uniesionym głosem.
- Dam radę – zapewniłam nieco zirytowana. Przecież jestem silna.
Robb cofnął się o krok, wciąż jednak uważnie mnie obserwując. Stanęłam pewnie i uśmiechnęłam się dumnie. Żaden problem. Pod czujnym okiem mężczyzny zbliżyłam się do drzwi.
- Zaczekaj! – usłyszałam za mną. Powoli odwróciłam się w stronę ciemnowłosego. Uniosłam brwi w geście zapytania. – Gdzie teraz pójdziesz?
Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale zdałam sobie sprawę, że nie wiem. Nie mam tu żadnego miejsca, by się zatrzymać czy przenocować. Nie mam domu. Jego pomoc to jedyna szansa na spokojne dni. Ale nie mogę przecież tak po prostu zostać u obcych ludzi. Muszę… muszę dowiedzieć się wreszcie, o co w tym wszystkim chodzi! Tylko co mu powiedzieć?
Wtedy coś we mnie pękło. Całe napięcie wezbrane od upadku dało o sobie znać. Wybuchłam cichym szlochem i osunęłam się na podłogę. Dlaczego to wszystko przytrafiło się mnie? Przecież nic złego nie zrobiłam. Grzecznie wykonywałam rozkazy, przestrzegałam prawa. Czy ta „wycieczka” na Ziemię to kara? Może eksperyment? Nie miałam pojęcia. Wciąż nic nie pamiętałam. Łzy spływały po moich policzkach strumieniami. Robb zdawał się wystraszony. Widocznie moje załamanie go zaskoczyło. Uklęknął przy mnie i niezgrabnie objął. Zszokowana momentalnie spięłam się, zaskoczona reakcją mężczyzny. On to wyczuł i błędnie interpretując, szybko się ode mnie odsunął zarumieniony. Jednak to pomogło. Mój płacz ucichł, a ja tylko wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami. Wciąż nie mogłam zrozumieć, dlaczego jest wobec mnie taki wrażliwy. Wyszeptałam podziękowanie i spuściłam wzrok na kolana. Robb w tym czasie wstał. Wyciągnął rękę w moją stronę, aby pomóc mi wstać. Przyjęłam ją i pociągnął mnie w górę.
- Chcesz coś zjeść, czegoś się napić? Musisz być głodna! Chodź ze mną – nie puszczając mojej ręki, ruszył w stronę drzwi, targając mnie za sobą, jak małe dziecko.
Od razu przed wyjściem z pokoju znajdowały się drewniane schody. Mężczyzna obejrzał się przez ramię i zmarszczył brwi.
- Dasz radę zejść, Cassandro? Wciąż na pewno jesteś słaba…
- Czuję się dobrze, spokojnie – uśmiechnęłam się pokrzepiająco, rumieniąc się lekko. Jeszcze się nie przyzwyczaiłam do takiej troski.
Poszliśmy dalej, zmierzając, jak się domyśliłam, w stronę kuchni. Po drodze oglądałam się na wszystkie strony, będąc pod wrażeniem mieszkania Robba. Zdawał się wręcz tryskać pozytywną energią. Chyba każdy zakątek był oświetlony przez duże lampy. Podobnie jak sypialnię, cały dom utrzymano w jasnych kolorach, jakby chcąc zupełnie uniknąć  ciemności. Wszystkie korytarze zdobiły zdjęcia w ozdobnych ramkach. Nie zdążyłam jednak się im przyjrzeć, gdyż Robb otworzył przede mną jakieś drzwi i gestem ręki zaprosił do środka. Powoli weszłam do pomieszczenia. Mężczyzna popchnął mnie delikatnie w stronę prostokątnego, brązowego stołu.
- Usiądź, przyrządzę nam coś. Po pierwsze – kawa, herbata, sok? – spytał, gdy tylko zajęłam miejsce. Zmarszczyłam brwi. Co ja właściwie mogę tu pić…? Niezbyt znałam zwyczaje i menu ludzi.
- To co ty, poproszę – odpowiedziałam po chwili namysłu. Tak, to bardzo wygodne rozwiązanie.
Robb wyjął dwa kubki i postawił je koło dziwnego urządzenia. Kliknął jakiś guziczek, a wtedy maszyna zaczęła głośno buczeć. Nachyliłam się, żeby lepiej widzieć, co tam się dzieje. Po chwili brązowy płyn zaczął się wydobywać wprost do jednego z kubków. Przez moment Robb krzątał się po kuchni, a ja cierpliwie czekałam, przyglądając się mu. W końcu postawił przede mną parujący napój.
- Miałem straszną ochotę na kawę! – to powiedziawszy, umieścił na stole cukierniczkę z łyżeczką. Zbliżyłam kubek do twarzy i zaciągnęłam się mocnym aromatem. Upiłam mały łyk i przymknęłam powieki z rozkoszy. Jaki cudowny smak! – Widzę, że dobre – uśmiechnął się w moją stronę.
- Oczywiście, że tak! W życiu nie piłam czegoś tak pysznego – Robb uniósł kącik ust. Pewnie uznał to za pusty komplement, jednak była to całkowita prawda.
- Więc… Jak się czujesz? – mężczyzna spytał po chwili ciszy.
- Naprawdę w porządku. Pełnią sił bym tego nie nazwała, ale na szczęście nic mnie nie boli – zapewniałam.
Zadał parę pytań odnośnie mojego samopoczucia. Odpowiadałam szczerze, cały czas się uśmiechając. Wciąż byłam pod wrażeniem troski.
- Nie chcesz zadzwonić do rodziny? Na pewno odchodzą od zmysłów – Robb w końcu spytał o coś, czego się od początku bałam. Co powinnam powiedzieć? Nie mogę zostać, ale nie mam jak odejść.
- Ja… - odchrząknęłam, próbując zebrać siły. – Ja nie mam rodziny. Zostałam wyrzucona z zastępczej parę miesięcy temu. Przez ten czas jakoś żyłam w schroniskach – opowiedziałam historię, którą kiedyś sama usłyszałam. Brązowowłosy z każdym moim słowem bardziej otwierał usta.
- Bardzo mi przykro – oznajmił cicho, gdy skończyłam. Widząc jego zmartwienie poczułam wyrzuty, że go okłamałam. – Może… zostaniesz tu? Skoro i tak nie masz, gdzie pójść – spytał nieśmiało.
- Będę się bardzo źle czuła, wpraszając się. Dostałam od ciebie więcej, niż mogłabym oczekiwać i jestem niezmiernie wdzięczna.
- Ale co zrobisz? Uwierz, będę się gorzej czuł, wiedząc, że szwendasz się gdzieś, a ktoś może zrobić ci krzywdę. Poza tym… Byłoby mi bardzo miło, jeśli zostałabyś. Przynajmniej dopóki ci nie pomogę.
Uśmiechnęłam się blado. W duchu cieszyłam się, że to słyszę. Naprawdę bałam się ziemi, ludzi. Nie miałam, gdzie się podziać.
Rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższy czas, popijając kawę. Próbowaliśmy się lepiej poznać. Nagle przyszło mi coś na myśl.
- Hej, Robb, mogę zadać ci pytanie…?
- Śmiało – oparł ręce o blat stołu i uniósł jedną brew wyczekująco.
- Czy wierzysz w Boga?

***
Wracam po maaaałej przerwie, ale za to wreszcie z dłuższym rozdziałem! Dostałam kopa motywacji, więc kolejny rozdział już się pisze!
Mam nadzieję, że się spodoba i gorąco zapraszam do komentowania! 
Dzięki za przeczytanie ^^ 

5 komentarzy:

  1. W końcu dodałaś kolejny rozdział, który jak się spodziewałem będzie równie ciekawy co poprzednie. Uwielbiasz kończyć na momentach po których zawsze się chce dalej czytać i niecierpliwie czekać na następny rozdział, który mam nadzieję iż pojawi się naprawdę szybko. Dobrze się zapowiada i mam nadzieję, że tego gdzieś nie popsujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję!
      Zawsze staram się tak kończyć, żeby jednak zaciekawić. Jeśli gdzieś po drodze zgubię swój klimat czy styl, proszę, powiedz mi! Bardzo nie chciałabym się stoczyć.
      Jeszcze raz wielkie dzięki, nawet nie wiesz, jak świetnie to motywuje! ^^

      Usuń
  2. Nareszciee.
    Ile noża czekać.
    Trochę się zawiodłam, że to tylko sen. ;_;
    Ona... A może ja?
    CHOLERA WIE, BO JEST NAPISANE W PIERWSZEJ OSOBIE.
    W każdym razie, główna postać, to taka kaleka, niczym ty normalnie. XD
    Musiałaś dać, że ta kawa taka niesamowita. Umarłabyś bez tego. Kawa napój bogów, czycoś.
    Jeejku, ja tak bardzo chcę aby oni byli razem.
    Z tego byłby taki superowy romans.
    no sory, ale jestem w takim wieku, że że wszystkiego bym robiła jakieś romanse, ok.
    I to zapytanie, czy wierzy w boga? jsnshksg
    Bardzo fajne.
    A jakie długie!
    Świetnie się spisałaś.
    Jestem z Ciebie dumna i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    A z tego co widzę to już się tworzy.
    Yaaay
    Dużo weny Ci życzę i miłego pisanka.
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huh, myślałam, że to widać, że sen, bo odpłynęła xDD
      Po pierwsze - SPADAJ PFFF
      Po drugie - no może trochę .-.
      Jejku, nie dość masz OTP'ów, że jeszcze chcesz? :'D
      AWWWW dziękuję! <3
      Wiele to dla mnie znaczy! Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę ^^

      Usuń
    2. DOKOŃCZ TO!!!!

      Usuń