Rozdział 1.
Nastała
ciemność. Światła w oknach po kolei gasły, ale nikt nie kładł się do łóżka.
Mieszkańcy miasta oczekiwali niesamowitego zjawiska. Tej nocy Ziemia znalazła
się dokładnie przed Słońcem, rzucając cień na Księżyc w pełni. Powodowała jego
zaćmienie. Nawet małe dzieci pokonywały zmęczenie, chcąc ujrzeć piękno
Wszechświata. Niebo powoli zmieniało kolor na rdzawy. Wszystkim zaciekawionym
oczom ukazał się Krwawy Księżyc. Panowała idealna cisza. Przerwał ją krzyk
pełen bólu, cierpienia. Mój krzyk. Czułam, jak każda komórka w moim organizmie
jest poddawana okrutnym torturom. Spadałam z zawrotną prędkością, ale nawet nie
wiedziałam gdzie. Tak bardzo pragnęłam, by to się skończyło. Nagle potężnie mną
wstrząsnęło. Całym ciałem uderzyłam o coś bardzo twardego. Po chwili znów mogłam
oddychać. Ale gdy tylko nabrałam dużej ilości powietrza w płuca, od razu
pożałowałam. Zemdliło mnie od nieznośnego zapachu spalenizny. Powoli otworzyłam
oczy tylko, by ujrzeć swoje zwęglone ciało. Śmiertelnie przerażona modliłam
się, by to nie działo się naprawdę. Przy najmniejszym ruchu słyszałam odgłos
kruszenia. Niemalże rozpłakałam się ze strachu, bólu i bezsilności. Cała się
praktycznie rozpadałam. Otworzyłam oczy, by sprawdzić, czy, zgodnie z
podejrzeniami, to moje kości tak gruchotały. Szczęśliwie to czarny nalot powoli
odpadał. Po jakimś czasie widać było skórę. Zaczęłam panicznie zdrapywać z
siebie ohydny osad. W każdym uwolnionym miejscu czułam przyjemny chłód.
Nareszcie skończyłam. Zdziwiłam się, jak szybko poszło. Teraz mogłam się skupić
na reszcie. Gdzie się znalazłam? Rozejrzałam się wokoło. Wszędzie dużo drzew i
krzaków, parę domów, a parędziesiąt metrów ode mnie znajdowała się ulica. Nigdy
tu nie byłam. Ale na pewno widziałam kiedyś to miejsce. Poznałam
charakterystyczne lilie zdobiące większość balkonów. O mój Boże… To Ziemia.
Przerażona
skuliłam się. To niemożliwe. Rozłożyłam skrzydła i próbowałam się wznieść. Nie
ruszyłam się nawet o centymetr. Sięgnęłam ręką za plecy. Zniknęły. Nie byłam
już dłużej aniołem. Zastanawiałam się, jak to możliwe? Przecież jeszcze przed
chwilą zajmowałam się swoimi sprawami, jak… Zaraz. Prawie nic nie pamiętałam.
Wiedziałam, że kiedyś służyłam Niebu. Że Ziemia zdawała się jedynie równie
pięknym jak brutalnym obrazem. Ale czym się trudniłam? I najważniejsze –
dlaczego już tego nie robię? Dlaczego spadłam? Zadrżałam pod wpływem napływu
emocji. Zdziwiłam się, jak dużo potrafię czuć w jednej chwili. Tak bardzo chciałam wrócić do domu. Pełna
obaw, zagubiona siedziałam na zimnej ziemi. Bezsilna podniosłam głowę do góry i
ujrzałam głęboką czerń pełną jasnych punktów. Jednak najbardziej przyciągała
uwagę duża, miedziana kula. Księżyc. Patrzyłam na niego jak zaczarowana. Nie
potrafiłam oderwać wzroku. Pierwszy raz go widziałam. Zdawał się przenikać moje
ciało i duszę. Wzdrygnęłam się przez dziwne odczucia.
- Coś się stało?!
Podskoczyłam wystraszona. Obróciłam
głowę w stronę głosu. Ujrzałam wysokiego mężczyznę w średnim wieku. Miał
krótkie, brązowe włosy. Jego policzki zaróżowiały od panującego chłodu. Był
ubrany bardzo grubo. W ręku trzymał spory bukiet białych kwiatów. On także otaksował mnie spojrzeniem. Jego oczy
momentalnie rozszerzyły się. W jednej chwili zdjął swoją kurtkę, mimo iż noc
zdawała się zdolna zmrozić nawet ogień. Widziałam, że doskwierało mu zimno, ale
podbiegł do mnie i zarzucił mi ubranie na ramiona. Cofnął się kilka kroków, ale
wciąż obserwował mnie z troską. Kompletnie
zaskoczona nie byłam w stanie wydusić słowa.
- Czy ktoś cię skrzywdził? – spytał
wyraźnie zmartwiony. Potrząsnęłam niepewnie głową, cały czas wpatrując się w
niego. Chyba zauważył moją niepewność, bo uśmiechnął się blado i zaczął mnie
uspokajać
- Nie musisz się już bać, nic ci
nie zrobię – mówił cicho i kojąco. Wtedy zemdlałam.
***
Witam!
Huh, to trochę krępujące. To moje pierwsze opublikowane opowiadanie. To tak jakby wystawić swoją duszę do oceny. Czy tylko ja tak mam? Umm... pewnie tak.
Mam nadzieję, że się spodoba! Na razie niezbyt ogarniam blogspota i mogą być problemy czy nieprzejrzystość, ale postaram się na bieżąco poprawiać!
I tak, wiem, że krótkie, ale mam problem chyba każdego pisarza - nie umiem tworzyć opisów.
Gorąco zachęcam do komentowania i jestem otwarta na krytykę!
Pozdrawiam :3
Życzę powodzenia w blogowaniu i ogromnej weny. :*
OdpowiedzUsuńZapraszam przy okazji do siebie, może zaciekawi cię moje opowiadanie:
nazawszerazemdobrzyizli.blogspot.com
Bardzo dziękuję, przyda się!
UsuńNa pewno wpadnę, jak tylko będę miała wolną chwilę ^^
Dobry początek, zaciekawiłaś mnie :) Życzę weny i czekam na kolejny rozdział ;*
OdpowiedzUsuńNaprawdę? Aww, wielkie dzięki, dużo to dla mnie znaczy!
UsuńPrzyda się, oj przyda ;-;
Postaram się nie zawieść Cię w kolejnych rozdziałach!
Mało wyjaśnione. Praktycznie nic z tego nie wynika, nic nie jest wyjaśnione. Zupełnie nic nie wiadomo. Dlatego czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńNo tak, o to mniej więcej chodziło. To wszystko jest nowością, tajemnicą dla bohaterki i czytelników. I chcę jakoś zachęcić do dalszego czytania, więc próbuję kończysz w intrygujących momentach ;)
UsuńW sumie zapowiada się całkiem ciekawie.
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i oby następna notka pojawiła się niedługo. :3
Hahahah, dzięki! Wiele to dla mnie znaczy ;)
OdpowiedzUsuńłałał
OdpowiedzUsuńIga, to było...
NIESAMOWITE.
Bardzo mnie zaciekawiłaś tym, więc lecę czytać kolejny rozdział.
Podoba mi się to, jak piszesz.
Tak, bardzo.
Trochę się przeraziłam, jak zobaczyła swoje ciało...
że jest...
zwęglone.
To było takie: "CO. ALE, ŻE JAK"
Mindfuck lvl hard.
Ogólnie, to życzę weny i miłego pisania!!!
Malwianek
<3
NAPRAWDĘ?!?!?!?!
UsuńAwwwww, nawet nie wiesz, jak mnie to buduje! <3
Mam nadzieję, że nie zawiodę ^^