sobota, 31 października 2015

Rozdział 3. "Moje własne ciało pozbawione życia"



Rozdział 3. 

Nic nie czułam. Nic prócz strachu. Stałam sama w deszczu na środku ulicy. Wszystko zdawało się szare. Nie widać było żywego ducha. Panowała przerażająca wręcz cisza. Wokół znajdowały się jedynie rozległe pola. Zarośnięte, pełne dziwnych roślin, których nigdy wcześniej nie znałam. Duże, intensywnie fioletowe kwiaty zwisały na szarej, jakby zeschniętej, łodydze. Liście przybrały postać, niewątpliwie ostrych, kolców hardo wymierzonych w każdą stronę. Zaintrygowana podeszłam do jednej z nich, która stała tuż przy drodze. Uklękłam, by przyjrzeć się z bliska. Mimo wszystko zdawała mi się piękna. Przymknęłam oczy i przybliżyłam twarz by poczuć jej woń. Jednak natychmiast pożałowałam. Zakrztusiłam się i oparłam ręce o ziemię. Miałam wrażenie, że w moje płuca wżarł się ten zapach. Odrażający zapach rozkładanego ciała. W moich oczach pojawiły się łzy obrzydzenia. Gdy próbowałam uspokoić oddech, kątem oka dostrzegłam ruch. Wystraszona spojrzałam w tamtą stronę i automatycznie cofnęłam się na klęczkach. Nic nie ujrzałam, ale usłyszałam. Czy to… warkot silnika? To znaczyłoby, że w pobliżu są ludzie, a ja znajduję się w pobliżu jezdni. Nad moją głową przeleciał klucz kruków. Zdawały się być spłoszone. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że ktoś jeszcze się tu znajduje. Wrażenie, że grozi mi niebezpieczeństwo kazało natychmiast podnieść się i uciekać. Skierowałam się w stronę pobliskiego lasu, którego wcześniej nie zauważyłam. Chciałam poszukać schronienia. Biegłam przed siebie. Miałam nadzieję, że znajdę choć jakiś budynek, który schroni mnie przed ulewą i ludźmi. Jakby na zawołanie zobaczyłam duży, raczej stary, otwarty dom. Kiedyś zapewne wyróżniał się piękną, soczystą zielenią. Teraz jednak kolorem przypominał zgniłą sałatę. W dodatku robaczywą. Częściowo zniszczony dach zdawał się zaraz runąć, ukrywając na zawsze paskudne miejsce. Może i byłoby tak lepiej. Jednak budynek stał niezłomnie. Wokół niego zauważyłam ogród pełen identycznych roślin jak te przy ulicy. Zrobiło mi się niedobrze na wspomnienie ohydnego zapachu. W obawie przed zagrożeniem, nie namyślając się długo, weszłam do mieszkania. Od razu jednak chciałam to cofnąć. Drzwi zatrzasnęły się, a ja zostałam zamknięta w środku. Już w korytarzu dom budził we mnie niepokój. Brudne, błękitne tapety wyglądały, jakby ktoś specjalnie je zdrapywał. Sufit, podobnie do dachu, sprawiał wrażenie niestabilnego. W okna wstawione były solidne kraty. A na podłodze… Na podłodze rozlano dziwną, ciemną ciecz. Bałam się wejść w głąb, jej śladem, ale coś mnie tam ciągnęło. Nie byłam w stanie się oprzeć. Powolnymi krokami zbliżałam się do pokoju na wprost mnie, skąd wydobywał się płyn. Nacisnęłam klamkę, a drzwi z głośnym skrzypem otworzyły się.
Zamarłam, gdy to zobaczyłam. Poczułam, jak zawartość mojego żołądka zbliża się do gardła. Pociemniało mi przed oczami, a kolana same ugięły się, jakbym kompletnie straciła w nich czucie. Upadłam z bólem na podłogę. Moje własne ciało pozbawione życia. To ono było źródłem cieczy. Krwi, jak się domyśliłam. Przerażona wreszcie dałam upust emocjom i krzyknęłam długo i przeraźliwie. Nawet nie zauważyłam, jak z moich oczu pociekły łzy. Zwłoki leżały skulone, twarzą do mnie. Zemdliło mnie od makabrycznego widoku. Skóra została rozszarpana na brzuchu. Z prawej ręki wystawała kość. Włosy na głowie były miejscami całkowicie wyrwane. Chciałam stamtąd uciec jak najszybciej. Nie mogłam na to patrzeć nawet sekundy dłużej. Jednak coś przykuło moją uwagę. Zbyt dziwne, by to po prostu odpuścić i wybiec. Wśród wszechobecnej czerwieni zauważyłam idealną biel. Powoli i z trudem podniosłam się z ziemi. Obeszłam ciało i stanęłam po przeciwnej stronie. Moje skrzydła. One jedyne pozostały nietknięte. Uklękłam i wyciągnęłam dłoń, by ich dotknąć. Były takie delikatne. Takie… niewinne. Spod przymkniętych powiek wypłynęły moje łzy. Gdy ponownie spojrzałam na ciało, rzuciła mi się w oczy plama spora kałuża krwi tuż obok niego. Coś się w niej odbijało. Uniosłam wzrok i przeczytałam:
angel custodiam deputentur

***
Witam! 
Dziś bardzo mrocznie - akurat na okazję. Nie planowałam tego, ale tak się złożyło. Wybaczcie, jeśli za ostro i drastycznie, ale taka moja wizja. Może troszeczkę przesadzam :x
 Mam nadzieję, że się spodobało i serdecznie zapraszam do komentowania <3

4 komentarze:

  1. Największym bólem jest iż rozdziały są takie krótkie, a tak właściwie to chyba jedyna wada twojego opowiadania. Zazwyczaj tytuł książki/serialu/filmu/czytemupodobnemu wyjaśnia się znacznie później niż u Ciebie. Mądrze dzielisz rozdziały, bo każdy kto tu zajrzy najpewniej tu zostanie bo będzie ciekawy co dalej. Życzę powodzenia w dalszym pisaniu i mam nadzieje, że następny rozdział szybko nadejdzie.
    PS. Znasz łacinę czy zobaczyłaś w internetach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie cały czas próbuję z tym walczyć, ale ciężko mi idzie pisanie w miarę ciekawych, długich rozdziałów. Będę się starać cały czas.
      Możliwe, jednak taką miałam koncepcję i na pewno na tym odniesienia do tytułu się nie skończą.
      Bardzo miło mi to słyszeć, gdyż właśnie taki efekt chciałam uzyskać ^^
      Mój tata zna łacinę, wiec mi pomógł. Sama niestety nie umiem ;)

      Usuń
  2. Czekałam na to tydzień, a jest chyba jeszcze krótsze niż wcześniejszy, ok
    Bardzo podobało mi się jak opisałaś te zapachy.
    W pewnej chwili zaczęłam sobie to wyobrażać i się zakrztusiłam.
    To było fuj.
    Bardzo fuj.
    Nie polecam takiego zapachu, gdyż jest fuj.
    Ten domek również bardo fajnie opisałaś.
    Gdy czytałam o tym jak... zobaczyłam samą siebie?
    Chyba mogę tak powiedzieć, bo jest w pierwszej osobie.
    Ok, powinnam dostać Nobla za tak logiczne myślenie.
    Wracając.
    Wyobraziłam sobie wtedy jakbym to naprawdę była ja tylko dalszy ciąg się nie zgadzał.
    Ja zapewne podeszłabym, chwyciłabym za rękę, ułożyła palce pokazując peace i cyknęłabym sobie focię. Później wstawiłabym na facebooka i podpisała "incepcja bicz"
    znaczynic
    I tak jedyne co najbardziej zapamiętałam z tego wszystkiego to zgniła sałata.
    Powinnam pójść spać, bo jestem zmęczona lvl hard, ale nie. Czytałam to.
    POWINNAŚ MI DZIĘKOWAĆ NA KOLANACH, ŻE SIĘ TAK POŚWIĘCAM.
    No i ogólnie, to najsu bardzo.
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huh, i bardzo dobrze, właśnie taki efekt chciałam osiągnąć!
      Ja osobiście uwielbiam książki w pierwszej osobie, więc tak piszę.
      HAHAHAHHAHAH, przepis na Ciebie w jednym zdaniu xDD
      Nawet nie wiesz jak baaaardzo jestem wdzięczna i jak baaaardzo mnie to motywuje oraz podnosi na duchu!
      Jeszcze raz dzięki <3

      Usuń